Z polskiej perspektywy

W Hiszpanii to lekarz jest dla pacjenta

Z dr. Andrzejem Komorem, chirurgiem ortopedą, konsultantem w Fundacion Hospital Calahorra w Hiszpanii rozmawiała Marzena Jaworska

Panie Doktorze od 2007 roku pracuje Pan jako lekarz ortopeda w szpitalu w Hiszpanii i równolegle prowadzi prywatną praktykę w Polsce. Proszę w kilku zdaniach porównać pracę w kraju i zagranicą.

Zacznę może od podejścia personelu medycznego do pacjenta. W Hiszpanii jest ono zdecydowanie różne od tego, co często obserwujemy w Polsce. Lekarze i pielęgniarki mają znacznie więcej czasu i chęci na rozmowę z pacjentem. Są w tym zakresie odpowiednio szkoleni. Dodatkowo dochodzi czynnik kulturowy, bo tam generalnie więcej czasu poświęca się relacjom międzyludzkim. Naturalne jest to, że jeśli ktoś pojawia się w moim gabinecie, muszę mieć dla niego czas, aby wytłumaczyć jak będzie wyglądało całe postępowanie lekarskie. Tak samo sytuacja wygląda w przypadku pielęgniarek – to one są dla pacjenta, a nie pacjent dla nich. Pracuję w szpitalu prywatnym zarządzanym przez fundację, ale nie ma to znaczenia. W Hiszpanii podejście personelu do pacjenta zarówno w państwowych, jak i prywatnych placówkach wygląda podobnie.

W jaki sposób jest finansowane leczenia pacjenta w Hiszpanii?

Teoretycznie wszystko wygląda pięknie, ponieważ jest państwowa służba zdrowia, podobnie jak w Polsce, opłacana ze składek. Można się też dodatkowo ubezpieczyć w jednej z firm, wykupując określone pakiety ubezpieczeń. Jeżeli pacjent nie jest ubezpieczony prywatnie, tylko w państwowym systemie ubezpieczenia, korzysta ze szpitali państwowych, gdzie w zależności od prowincji jest krótsza lub dłuższa kolejka operacyjna. Generalnie dostęp do większości świadczeń jest nieograniczony, tyle że w różnych ośrodkach inny jest czas oczekiwania na zabieg.

Jak długo czeka się na konkretny zabieg?

W dużych ośrodkach listy operacyjne są 4–6-miesięczne, to zależy od części kraju. Ja pracuję akurat w małym regionie i jest tam taki przepis, że jeżeli czas oczekiwania na operację wynosi ponad 90 dni, pacjent ma prawo wnioskować o operację w szpitalu prywatnym na koszt ubezpieczenia społecznego i pacjenci często korzystają z takiego przywileju. W tych szpitalach nie wykonuje się jednak procedur skomplikowanych i wymagających długiej hospitalizacji.

Panie Doktorze, zawęźmy naszą rozmowę do ortopedii, czyli Pana specjalizacji. Jak wygląda leczenie ortopedyczne w Hiszpanii?

Zacznijmy od tego, że ortopedia jest specjalizacją, na którą na Zachodzie bardzo trudno się dostać. Jeśli chodzi o poziom leczenia pacjentów to ciągu ostatnich kilku lat Polska bardzo zbliżyła się do Europy, chociaż z drugiej strony, teoretycznie i technicznie zawsze byliśmy przygotowani. Brakowało nam jedynie sprzętu specjalistycznego. Powiem obrazowo – Polacy są w stanie wykonać operację na połowie sprzętu, którego potrzebują do tego celu Hiszpanie. To kwestia przyzwyczajeń i sposobu używania narzędzi.

Czy oznacza to, że polscy lekarze są bardziej ekonomiczni?

Niekoniecznie o samą ekonomię chodzi. Po prostu przez ostatnich wiele lat brakowało w naszym kraju odpowiedniego sprzętu ortopedycznego, a jednocześnie staraliśmy się robić wszystko na poziomie europejskim. Często używaliśmy narzędzi być może nawet nie do końca dedykowanych do danej operacji. Oczywiście bez obaw o bezpieczeństwo pacjenta – bardziej chodziło o pomysły i sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach np. gdy brakowało dostępu do odpowiedniej ilości wszczepów, bo u nas – w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej – nie były one refundowane. Aktualnie sytuacja w Polsce wygląda lepiej, ponieważ albo fundusz refunduje implanty, albo pacjent sam za nie płaci. W Hiszpanii wszystkie wszczepy są refundowane. Nie ma takich sytuacji, że pacjent musi do czegoś dopłacać. To jest kwestia zarządzania funduszami i robienia odpowiednich kalkulacji. To na tej podstawie dany szpital ocenia czy więcej pieniędzy przeznaczy na administrację, a wtedy mniej zostanie np. na wszczepy czy postąpi odwrotnie.

Jak Pan ocenia poziom polskich lekarzy specjalistów pracujących zagranicą?

Nie widzę żadnej różnicy. Jakość pracy zależy wyłącznie od człowieka. Jednak w Hiszpanii jest większa możliwość kształcenia się, szczególnie podyplomowego. O to, żeby lekarz by dobrze wykształcony – w przypadku ortopedów – dbają firmy produkujące sprzęt ortopedyczny. Jeśli interesuje mnie np. używanie w praktyce implantów jakiegoś producenta, wystarczy zwrócić się z prośbą do odpowiedniej firmy. Wtedy ona organizuje kurs lub wysyła lekarza na szkolenie do szpitala referencyjnego w Hiszpanii lub zagranicą.

Czy nie jest to sprzeczne z etyką? W Polsce takie praktyki nie są zbyt dobrze postrzegane.

Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego. To powinno być w interesie nas wszystkich – i firm, i lekarzy, a co za tym idzie także pacjentów. To kwestia sposobu myślenia, mentalności, że takie praktyki traktowane są jak przestępstwo. Moim zdaniem nie powinno to mieć znaczenia, kto finansuje dane szkolenie. W swojej pracy raz korzystam z produktów czy też leków jednej, a raz innej firmy, bo w efekcie liczy się dobro pacjenta. Proszę zauważyć, że w Polsce Ministerstwo Zdrowia nie wykłada nawet złotówki na kształcenie lekarzy. Tymczasem żaden lekarz nie jest w stanie finansować podnoszenia swoich kwalifikacji z własnej kieszeni, a w ten zawód wpisane jest nieustanne samodoskonalenie.

Panie Doktorze, zmieńmy nieco temat naszej rozmowy. Wiem, że brał Pan udział w akcjach ratunkowych i pomagał ofiarom trzęsień ziemi. Proszę powiedzieć jak wygląda praca lekarza ortopedy w trudnych warunkach, innych niż gabinet zabiegowy.

Tak, to prawda brałem udział w tego rodzaju akcjach w Pakistanie oraz Indonezji. W latach 2003-2008 istniała Polska Misja Medyczna, która współpracowała ze Strażą Pożarną tworząc specjalną grupę, która była wysyłana w rejon katastrof. To były 10-dniowe wyjazdy, które miały na celu udzielanie ofiarom klęsk pomocy nie specjalistycznej, ale doraźnej. Jeden zespół składał się z dwóch ekip: poszukiwawczej i ratowniczej. Pierwsza z nich zajmowała się poszukiwaniem i wyciąganiem ludzi z gruzów, druga – którą stanowił personel medyczny – pracowała w szpitalu polowym. Były w nim sale zabiegowe i punkty ambulatoryjne. Nie mieliśmy natomiast możliwości przeprowadzania żadnych skomplikowanych operacji. Udzielaliśmy pierwszej pomocy typu opatrunki, unieruchomienia, leki. Kwalifikowaliśmy też pacjentów do pomocy natychmiastowej, wtedy byli transportowani do lokalnego szpitala, ale odległego czasami nawet o setki kilometrów. Na tych wyjazdach byłem jedynym ortopedą. W Pakistanie był też z nami pediatra, kardiolog i kilku pielęgniarzy. W Indonezji mieliśmy liczniejszy zespół, w skład którego oprócz pediatry, kardiologa i ortopedy wchodziło także dwóch anestezjologów i chirurg.

Czy praca na tego typu misjach jest dla lekarza obciążająca psychicznie?

Sama praca nie jest ciężka, ale na pewno jest to jakiś psychiczny wysiłek. Czasami obserwuje się różne sytuacje. W Pakistanie wśród najmniej poszkodowanych była duża grupa mężczyzn, bo trzęsienie ziemi było w sobotę o 10 rano, a to jest u nich zwykły dzień pracy. Kobiety wtedy były w domach, dzieci w szkole, a mężczyźni na polu i to głównie oni przeżyli, bo prawie wszystkie budynki zostały zrównane z ziemią. Ocalało ok. 30 proc. populacji tego miasteczka i to głównie męskiej. Mężczyźni, którzy przeżyli zachowywali się jakby byli w stuporze, w stanie rezygnacji i rozpaczy. To było wynikiem stresu po utracie bliskich. Było dużo rannych nie tylko z tego miasteczka, ale i okolic. Czasami przywożono ich do naszego szpitala po 2–3 dniach. Niektórzy umierali już w trakcie podróży. Lekarz w takich sytuacjach musi potrafić się odciąć od tragedii ludzi, którym pomaga. Nie może wchodzić w sytuację pacjenta, tylko dobrze skupić się na wykonywaniu swoich zadań. W przeciwnym razie naprawdę można zwariować.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Serwis FaktyMedyczne.pl wykorzystuje pliki cookies do gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony internetowej. Mechanizm cookies nie ma na celu pozyskiwania jakichkolwiek informacji o indywidualnych użytkownikach serwisu. Stosowany jest w celu usprawniania funkcjonowania serwisu zgodnie z obowiązującymi w sieci www standardami. Użytkownik może usunąć pliki cookies lub zmienić ich ustawienia w przeglądarce internetowej. Usunięcie lub zmiana ustawień plików cookies w przeglądarce może się wiązać z utrudnieniami w korzystaniu z Serwisu. Więcej informacji znajduje się w Polityce prywatności.