Z ręką na pulsie

Tarnów: Oddział Ortopedyczno-Urazowy Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika ma już 50 lat

Lek. Grzegorz Sterkowicz

ortopeda traumatolog, ordynator Oddziału Ortopedyczno-Urazowego Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie

Przy okazji jubileuszu 50-lecia Oddziału Ortopedyczno-Urazowego Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika o historii, bolączkach i planach na przyszłość rozmawiamy z ordynatorem lek. med. Grzegorzem Sterkowiczem.

Panie Doktorze, w listopadzie tego roku oddział, którym Pan kieruje, obchodził jubileusz 50-lecia. Zacznijmy od rysu historycznego… Proszę powiedzieć, jak zmieniała się działalność oddziału na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat.

Oddział powstał w 1962 roku i w kwietniu tego samego roku przyjął pierwszych pacjentów. W tamtym czasie w całej Polsce oddziały ortopedyczne wydzielały się z oddziałów chirurgicznych i z naszym było podobnie. Decyzja o jego powstaniu zapadła rok wcześniej, czyli w 1961 roku w ówczesnym województwie krakowskim na posiedzeniu Krajowej Rady Narodowej. Pierwszym ordynatorem oddziału był dr Władysław Kosiec, który trafił do Tarnowa nie tylko na stanowisko ordynatora, ale także dyrektora szpitala. Wcześniej pracował on w Piekarach Śląskich oraz Klinice Ortopedycznej w Bytomiu. Funkcję ordynatora naszego oddziału pełnił do 1988 roku, wtedy przeszedł na emeryturę. Przez te pięćdziesiąt lat profil i działalność oddziału zmieniały się wraz z rozwojem technologii oraz możliwości leczniczych, ale od początku istnienia zajmuje się on schorzeniami narządu ruchu i urazami.

Ilu pacjentów rocznie leczy się na Pana oddziale?

Przyjmujemy około 1200 pacjentów rocznie, z czego średnio u 1100 wykonujemy operacje. Zdarza się, że trafiają też do nas chorzy nie wymagający leczenia operacyjnego, ale jest ich niewielki odsetek. Na oddziale mamy w sumie 35 łóżek.

Z jakiego typu schorzeniami czy też urazami przyjmowani są pacjenci?

Profil oddziału na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat zmienił się z urazowo-ortopedycznego na oddział ortopedyczno-urazowy. Oznacza to, że w tej chwili częściej zajmujemy się dysfunkcjami i schorzeniami narządu ruchu – głównie dorosłych, rzadziej dzieci – niż urazami. Oczywiście trafiają też do nas pacjenci ze złamaniami, ale najczęściej są oni selekcjonowani przez Szpitalne Oddziały Ratunkowe nie tylko w Tarnowie, ale też Brzesku czy Bochni. Generalnie schorzenia urazowe stanowią u nas mniejszość w stosunku do tych, które kwalifikują się do planowego leczenia.

Kto pracuje na Pana oddziale?

Oprócz mnie na oddziale pracuje jeszcze siedmiu lekarzy ze specjalizacją z ortopedii i traumatologii. Aktualnie szkolimy także trzech młodych lekarzy w ramach rezydentury. Na oddziale razem z oddziałową pracuje 21 pielęgniarek oraz osobny personel bloku operacyjnego, w którym mamy do swojej dyspozycji pięć pielęgniarek instrumentariuszek. Cały zespół jest stosunkowo młody, średnia wieku to 40–50 lat, najmłodszy specjalista pracujący na oddziale ma 36 lat, najstarszy – ponad 60. Przez cały okres mojej ordynatury, a mija już siódmy rok, członkowie naszego zespołu podnoszą swoje kwalifikacje zawodowe. I nie mówię tu tylko o udziale w sympozjach czy zjazdach ortopedycznych, co jest rzeczą naturalną. Dodatkowo lekarze jeżdżą na różnego rodzaju szkolenia organizowane w Polsce i zagranicą. Uczestniczą też w kursach z zakresu alloplastyk stawów czy artroskopii. Staramy się być na bieżąco ze wszystkimi nowościami w dziedzinie ortopedii.

Oddział ortopedyczny, którym Pan kieruje uznawany jest za jeden z najlepszych w Małopolsce. Jak Pan uważa, czego zasługą jest taka opinia?

Oczywiście miło mi to słyszeć, ale powiedziałabym tak – na renomę pracuje się latami i na pewno nie przychodzi ona od razu. Być może taka opinia bierze się stąd, że jesteśmy oddziałem, który w większym stopniu leczy schorzenia narządów ruchu niż urazy kończyn. To powoduje, że trafiają do nas pacjenci nie tylko z naszego regionu, ale też bardzo odległych zakątków Polski. Często mamy u siebie naprawdę skomplikowane przypadki, więc musimy stale śledzić wszelkie nowości medyczne. Cały czas też podnosimy jakość naszych usług. Na przykład, żeby usprawnić pracę, jakiś czas temu wprowadziliśmy na naszym oddziale nawigację komputerową stosowaną w zakresie alloplastyk stawów kolanowego i biodrowego. W leczeniu naszych pacjentów wykorzystujemy też wszystkie nowoczesne typy endoprotez.

Wspomniał Pan o zabiegach stawów biodrowych i kolan przy użyciu specjalistycznego sprzętu do nawigacji komputerowej. Jakie są zalety tej techniki operacyjnej?

Nawigacja komputerowa w czasie zabiegu ułatwia precyzyjne osadzenie implantu i przy dobrym opanowaniu techniki zmniejsza powstawanie błędów pooperacyjnych, a co za tym idzie zwiększa bezpieczeństwo pacjentów. Nie jest to może nowatorska metoda, ale na pewno nowoczesna i bardzo pomocna szczególnie w trudniejszych przypadkach. Nie każdy oddział ortopedyczny posiada specjalistyczny sprzęt do nawigacji komputerowej, ponieważ jest on bardzo drogi.

A czy są jakieś problemy, z którymi boryka się Pana oddział?

Naszym zasadniczym problemem, pewnie podobnie jak innych szpitali, jest sposób, w jaki działa nasz jedyny płatnik, czyli NFZ. Niestety Narodowy Fundusz Zdrowia narzuca zgubne ramy kontraktu, który nie pozwala nam na wykonywanie większej ilości procedur medycznych, bo w tej wycenie, która istnieje w rocznym kontrakcie jest sztywno określona liczba zabiegów. Tymczasem potrzeby naszych pacjentów znacznie przekraczają możliwości finansowania i efekt jest taki, że na pewne, naprawdę potrzebne zabiegi tworzą się prawie kilkuletnie kolejki np. na endoprotezoplastykę czeka się u nas już w tej chwili prawie trzy lata. Wiadomo, że nadwykonania generują długi, a to oznacza, że musimy z powodu narzuconego przez NFZ kontraktu ograniczać ilość przyjmowanych pacjentów. Gdyby była możliwość dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych albo gdyby oddziały, które mają dobre wyniki, mało powikłań pooepracyjnych mogły pozyskiwać wyższe kontrakty, to na pewno przynajmniej częściowo skróciłoby to obecne kolejki. Niestety tak się nie dzieje i to jest tak naprawdę główny mankament funkcjonowania oddziału. Organizacyjnie radzimy sobie bardzo dobrze. Nie tylko oddział, ale też szpital ma certyfikat jakości ISO, akredytację. Cały zespół pracuje zgodnie z określonymi standardami i nie ma tu miejsca na przypadkowość. Natomiast ograniczenie z góry możliwości pracy przez taką, a nie inną pulę pieniędzy, którą NFZ przeznacza w kontrakcie, blokuje możliwości leczenia większej liczby pacjentów.

Czy mogłabym prosić na koniec jeszcze kilka słów o tym jakie są plany, jeśli chodzi przyszłość Pana oddziału?

W przyszłości marzy nam się budowa nowego bloku operacyjnego, który spełniałby najnowocześniejsze standardy. Pragniemy też w szerszym zakresie rozwinąć alloplastyki stawu barkowego i rozszerzyć możliwości leczenia artroskopowego małych stawów.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Marzena Jaworska

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Serwis FaktyMedyczne.pl wykorzystuje pliki cookies do gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony internetowej. Mechanizm cookies nie ma na celu pozyskiwania jakichkolwiek informacji o indywidualnych użytkownikach serwisu. Stosowany jest w celu usprawniania funkcjonowania serwisu zgodnie z obowiązującymi w sieci www standardami. Użytkownik może usunąć pliki cookies lub zmienić ich ustawienia w przeglądarce internetowej. Usunięcie lub zmiana ustawień plików cookies w przeglądarce może się wiązać z utrudnieniami w korzystaniu z Serwisu. Więcej informacji znajduje się w Polityce prywatności.