Z ręką na pulsie

Śmierć 2,5-rocznej Dominiki – kto zawinił?

Sprawa śmierci 2,5-rocznej Dominiki bulwersuje od kilku dni. Rodziców odsyłano od lekarza do lekarza. Stan dziecka się pogarszał się. Gdyby pomocy udzielono odpowiednio wcześnie, nie doszłoby do tragedii. Kto jest za to odpowiedzialny?

Okoliczności śmierci 2,5-letniej Dominiki bada prokuratura, NFZ, Ministerstwo Zdrowia i rzecznik praw pacjenta. Dziewczynka zmarła w łódzkim szpitalu im. M. Konopnickiej, do którego trafiła w bardzo złym stanie, po tym jak jej rodzice nie mogli się doprosić o pomoc.

Dominikę leczono ponad miesiąc najpierw z powodu zapalenia gardła, następnie oskrzeli i ucha. Gdy gorączka u dziecka znów wzrosła, rodzice po raz kolejny zwrócili się do lekarza z ambulatorium nocnej i świątecznej opieki medycznej w Skierniewicach. Zalecił on podawanie leków przeciwgorączkowych. Następnego dnia rodzice próbowali obniżyć gorączkę domowymi sposobami, lecz bezskutecznie. Wieczorem temperatura doszła do 41,5 stopnia, a do niej dołączyły drgawki, biegunka i wymioty. Rodzice wezwali pogotowie, dyspozytor jednak odmówił wysłania karetki i zalecił telefon do nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Tam lekarz również odmówił przyjazdu. Wg matki dziewczynki powiedział: "Mogę przyjechać, ale to nie ma sensu. Wypiszę recepty, a pani ich i tak w nocy nie wykupi. A dziecka do szpitala nie zabiorę". Gdy dziecko znów zaczęło wymiotować, matka ponownie wezwała pogotowie. Tym razem karetka przyjechała, ale nie bez przeszkód. Ambulans zepsuł się i ratownicy wezwali drugi. Dziewczynkę zabrano do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 im. M. Konopnickiej w Łodzi. Jej stan był już bardzo zły. Stwierdzono u niej obrzęk mózgu, zapalenie mięśnia sercowego oraz wątroby. Badania potwierdziły grypę typu B. Dominika zmarła dwa dni później.



Początkowo wydawało się, że wina leży po stronie dyspozytora pogotowia i lekarza ze skierniewickiego ambulatorium, którzy odmówili pomocy. Jednak w poniedziałek po przesłuchaniach w prokuraturze w Skierniewicach wyszły na jaw kolejne nieprawidłowości. Jak poinformował Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi w skierniewickim ambulatorium powinno było dyżurować trzech lekarzy i trzy pielęgniarki. Takie były warunki umowy z NFZ. W dni powszednie w ambulatorium był jeden lekarz i jedna pielęgniarka, pozostali dyżurowali pod telefonami. W weekendy, kiedy do ambulatorium zgłaszało się więcej pacjentów, było po dwóch lekarzy i po dwie pielęgniarki.

Dyrektorka łódzkiego NFZ Jolanta Kręcka powiedziała, że zakontraktowane są trzy zespoły, które powinny być obecne i świadczyć pomoc. Z dokumentów jednak wynika, że w kontrolowanym okresie w dni powszednie był tylko jeden zespół na miejscu. Jest to rażące naruszenie warunków umowy z Łódzkim Oddziałem Wojewódzkim NFZ. Dociekliwym dziennikarzom na pytanie "jak bardzo chore musi być dziecko, by przyjechało do niego pogotowie?" odpowiedziała, że "… pacjent w wieku 0-4 lata z wysoką gorączką i wywiadem drgawkowym jest zawsze pacjentem, [przy którym zachodzi] stan zagrożenia życia i zdrowia".

Czy NFZ rozwiąże umowę z ambulatorium w Skierniewicach? Zdaniem Mariusza Dudkiewicza, chirurga i współwłaściciela firmy zajmującej się transportem medycznym jest to bardzo prawdopodobne. Dla "Gazety" powiedział, że możliwe jest, że lekarz ze Skierniewic odmówił wizyty, bo obawiał się zostawić zamkniętego ambulatorium, do którego może zgłosić się po pomoc inna osoba. Podobnego zdania jest dr Paweł Ziółkowski, wojewódzki konsultant ds. medycyny ratunkowej w Łodzi. Zna on przypadki kiedy pacjenci wzywali karetkę, bo drzwi nocnego ambulatorium były zamknięte. Prośby kierowane do NFZ o reakcje na takie zdarzenia nie przyniosły żadnego efektu.

Jolanta Kręcka dodała także rozwiązanie umowy z tą placówką wiąże się z podpisaniem umowy z nowym świadczeniodawcą, który zabezpieczy pomoc dla mieszkańców powiatu skierniewickiego. Najbardziej preferowani są lekarze rodzinni.

Trwają także kontrole NFZ-u i wojewody w Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego (WSRM) w Łodzi. Tu na wyniki potrzebne jest więcej czasu, gdyż równolegle prowadzone są czynności prokuratorskie. Jak dotąd, zdaniem Kręckiej, nie stwierdzono rażących naruszeń obowiązywania umowy. Efekty kontroli mają być znane w przyszłym tygodniu.

W prokuraturze we wtorek w sprawie śmierci 2,5-latki zeznawali m.in. ratownicy medyczni, udzielający pomocy dziewczynce i dwaj współwłaściciele ambulatorium nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej w Skierniewicach. Na środę zaplanowano przesłuchania przedstawicieli szpitala im. Konopnickiej w Łodzi, do którego w krytycznym stanie trafiła dziewczynka.

W środę minister zdrowia Bartosz Arłukowicz ma przedstawić program kontroli w placówkach ochrony zdrowia i życia. W poniedziałek w tej sprawie szef resortu zdrowia spotkał się z krajowym konsultantem ds. medycyny ratunkowej. Wg prof. Jerzego Roberta Ładnego, krajowego konsultant ds. medycyny ratunkowej, obecnie trwa ustalanie harmonogramu kontroli w placówkach ochrony zdrowia.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Serwis FaktyMedyczne.pl wykorzystuje pliki cookies do gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony internetowej. Mechanizm cookies nie ma na celu pozyskiwania jakichkolwiek informacji o indywidualnych użytkownikach serwisu. Stosowany jest w celu usprawniania funkcjonowania serwisu zgodnie z obowiązującymi w sieci www standardami. Użytkownik może usunąć pliki cookies lub zmienić ich ustawienia w przeglądarce internetowej. Usunięcie lub zmiana ustawień plików cookies w przeglądarce może się wiązać z utrudnieniami w korzystaniu z Serwisu. Więcej informacji znajduje się w Polityce prywatności.