Z ręką na pulsie

Dyrektywa transgraniczna: zaprzepaszczone możliwości

Dyrektywa transgraniczna była ogromną szansą na zysk dla placówek publicznych i prywatnych. Niestety, poprzez opieszałość rządzących, żaden pacjent z zagranicy nie przyjedzie do Polski leczyć się, gdyż nigdy nie dowie się, że jest tu znakomita infrastruktura zdrowotna i świetni lekarze.

Za kilka miesięcy wejdzie w życie dyrektywa transgraniczna. Już teraz wiadomo, że jesteśmy przygotowani jedynie jeżeli chodzi o spełnienie warunków formalnych. Jeżeli natomiast chodzi o przygotowanie, które dotyczyło jakości w ochronie zdrowia, informowaniu o standardach leczenia, o wynikach leczenia i o wsparciu świadomych decyzji zdrowotnych pacjentów przyjeżdżających z zagranicy, aby leczyć się w Polsce, to, zdaniem Roberta Mołdacha, eksperta ds. zdrowia Pracodawców RP, w ogóle nie jesteśmy do tego przygotowani. Póki co pacjentom z zagranicy jesteśmy w stanie zaoferować jedynie odesłanie na istniejące strony internetowe i możliwość sprawdzenia, czy dany lekarz rzeczywiście jest lekarzem, czy jest zarejestrowany, jakiej specjalności, które ośrodki działają w jakich dziedzinach i czy współpracują z Narodowym Funduszem Zdrowia. Tymczasem dyrektywa oczekiwała od każdego państwa członkowskiego dostarczenia informacji, które pomogłyby pacjentowi kierującemu się trzema kryteriami: jakością leczenia, efektami klinicznymi i bezpieczeństwem opieki, podjąć decyzję o leczeniu. W tym zakresie dyrektywa daje duże możliwości, których w ogóle nie wykorzystujemy.

Dyrektywa traktowana jest jak zagrożeniu, które tylko wyciągnie od nas środki publiczne, a należy pamiętać, że daje ona wiele możliwości, jeżeli chodzi o leczenie obywateli różnych krajów w Polsce. Dobrym przykładem jest Turcja. Tam realizacja świadczeń usług zdrowotnych dla pacjentów z zagranicy stanowi jedną z gałęzi polityki zdrowotnej. Ten kraj osiąga w przeliczeniu na złotówki ponad 20 miliardów złotych z usług transgranicznych. Polska tyle przeznacza na opiekę szpitalną. Turcja, mimo że nie jest w Unii, już dawno zorientowała się, że eksport usług medycznych, to wielki zastrzyk finansowy dla ośrodków medycznych. Polska jest Unii, ma dyrektywę, ale nie zamierza tego wykorzystać jako kraj. Świadczeniodawcy są gotowi skorzystać z opieki transgranicznej. Natomiast ze strony państwa nie widać woli, by wykorzystać ten potencjał, by skorzystać z tego, że zagraniczny pacjent będzie chciał się leczyć w Polsce, bo tam są dobrzy lekarze, są nowoczesne placówki.

Zyskać na dyrektywie mogłyby zarówno publiczne, jaki i prywatne placówki. W wielu szpitalach publicznych jest znakomita infrastruktura zdrowotna i świetni lekarze, ale cóż z tego, skoro pacjent z Unii w ogóle o tym się nie dowie. W kontekście dyrektywy dyskutowano tylko o tym, że Polacy będą się leczyć zagranicą i że spowoduje to ogromny wypływ środków. Mniej mówiono o tym, jakie działania powinien podjąć rząd, władze lokalne, świadczeniodawcy, żeby jak najwięcej pacjentów z Unii Europejskiej przyjechało do Polski. Pacjent unijny jest świadomym i wymagającym wyborcą – nie przyjedzie do Polski, dlatego że jest tu tańsze leczenie, ale dlatego, że będzie miał pewność, że uzyska tutaj właściwą opiekę. Cenę rozważy dopiero w drugiej kolejności.

Źródło: medexpress.pl

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Serwis FaktyMedyczne.pl wykorzystuje pliki cookies do gromadzenia informacji związanych z korzystaniem ze strony internetowej. Mechanizm cookies nie ma na celu pozyskiwania jakichkolwiek informacji o indywidualnych użytkownikach serwisu. Stosowany jest w celu usprawniania funkcjonowania serwisu zgodnie z obowiązującymi w sieci www standardami. Użytkownik może usunąć pliki cookies lub zmienić ich ustawienia w przeglądarce internetowej. Usunięcie lub zmiana ustawień plików cookies w przeglądarce może się wiązać z utrudnieniami w korzystaniu z Serwisu. Więcej informacji znajduje się w Polityce prywatności.